Tak bardzo pragnąłem przez ostatnie 2 lata - tego momentu, który wydawał mi się wówczas jak marzenie i coś tak bardzo odległego. Ten czas w końcu przyszedł, ale nic się nie stało - nic się jak by nie zmieniło.
Skończyłem to durne liceum, maturę napisałem i nie wiem na jakie fajerwerki emocjonalne liczyłem, ale się lekko mówiąc rozczarowałem. Po prostu miałem wrażenie, że poczuje w końcu ulgę, że całe to depresyjne gówno wyparuje i zacznę rzygać brokatem. Niuueeeee. Jedno gówno weszło w drugie gówno. Pytania. Co teraz, co ze studiami, a jak się nie dostanę to co dalej? Co ja niby chcę osiągnąć w tym durnym życiu. Gdzie iść, do kogo pójść. Kogo spotkać. Po co, dlaczego, itd
Reasumując jestem naiwny jak ja pierdole.
Więc skoro: a) znowu chce mi się wstawać z łóżka i normalnie funkcjonować; b) mam postawione jakieś 2 krótkoterminowe cele; c) aktualnie mam poczucie, że muszę coś zrobić to:
1. albo do reszty pogrążę się w sobie wliczając stuprocentową izolacje i aspołeczność, ogarnie mnie żal, złość, nienawiść i znowu będę świrował z jakimiś tabletkami
2. spróbuje, choć nie wiem co to jednak coś zrobić. 3/4 rzeczy, która mnie w życiu spotkała stała się przez przypadek więc może przez przypadek coś mi się stanie - tylko, że muszę wyjść z tej nory i najlepiej jak najmniej wracać.
Przez długi, długi czas skrobałem sobie coś na tej zupie, pisałem, czasem gifowałem. Naprawdę to mi pomagało, tak jak bym naładowany wszystkimi i wszystkim - wchodził, repostował > spuszczał powietrze i elektrony. Niestety teraz bardziej mi to przypomina uzależnienie (choć przyjemne).
No nic, co teraz? Myślę, że już dość czasu spędziłem w samotności i czas chociaż spróbować. W końcu już mi nikt bardziej niż ja nie zaszkodzi.
Trzeba zakasać rękawy, w końcu skoro mam poodwiedzać tych wszystkich zupowych neurotyków to trza piniożków trochę zarobić .